Stal zagrała w Kielcach wielki mecz!

To powinno być kolejne spotkanie „do odhaczenia”, a jedyną niewiadomą miała być tylko różnica bramek jaką PGE VIVE zaaplikuje mieleckiej Stali. Podopieczni Krzysztofa Lipki i Tomasza Sondeja mięli jednak tego wieczoru zupełnie inne plany, a jednym z nich na pewno nie było położenie się na parkiecie w Hali Legionów!
„Do 40. minuty myślałem, że możemy tu wygrać.” – mówił tuż po meczu Tomasz Mochocki.

Wynik spotkania otworzył Michał Wypych, lecz to nie zwiastowało jeszcze emocji jakie dopiero miały nadejść. Tym bardziej, że późniejsze minuty tradycyjnie należały do gospodarzy, którzy po bramkach min. Mariusza Jurkiewicza i Blaza Janca prowadzili 15:10. Był to scenariusz iście tradycyjny, a kolejnym jego akapitem powinno być spokojne powiększanie przewagi przez Kielczan, lecz Stal ponownie wyłamała się z przyjętego w naszej lidze porządku i to „Biało-Niebiescy” wzięli się za rzucanie bramek, a zrobili to cztery razy z rzędu, dzięki czemu tablica wyników pokazywała rezultat 15:14, i nie mała w tym również zasługa świetnie broniącego Krzysztofa Lipki. W kolejnej akcji mielecka obrona po raz kolejny zafunkcjonowała idealnie i po przechwycie szansę na doprowadzenie do remisu miał Piotr Rutkowski. Niestety jego rzut poszybował ponad bramką i to kielczanie zdobyli ostatniego gola w pierwszej połowie, prowadząc do przerwy 16:14.

Wynik po 30. minutach był sporą niespodzianką, lecz ze świecą szukać tego, który choć po cichu twierdziłby, że Stal na taką samą grę stać w drugiej połowie. „Biało-Niebiescy” udowodnili jednak po raz kolejny, że utarte schematy nie są dla nich i do 42. minuty na tablicy wyników utrzymywał się remis. Wtedy jednak Mistrzowie Polski zdołali rzucić trzy bramki z rzędu, dzięki czemu podopieczni Talanta Dujszebajewa wyszli na prowadzenie 23:20, a w kolejnych minutach zaczęli powiększać swoją przewagę, która jednak rodziła się w bólach, gdyż Stal nie miała zamiaru odpuszczać. Ostatecznie PGE VIVE Kielce zwyciężyło 35:28, lecz po meczu Stal przez kibiców w Hali Legionów nagrodzona została brawami, gdyż w obecnym sezonie PGNiG Superligi była zespołem, który kielczanom postawił najtwardsze warunki, a VIVE grało już przecież z Wisłą Płock, Górnikiem Zabrze i Azotami Puławy, czyli zespołami najmocniejszymi w naszej lidze.

Słowa uznania tuż po zakończonym spotkaniu napływały ze wszystkich stron. Zaczynając od zawodników VIVE, a kończąc na kibicach i dziennikarzach piszących o zespole, który jako jedyny w obecnym sezonie nie przegrał meczu jeszcze w kieleckiej szatni.
Co prawda spotkanie zakończyło się bez zdobyczy punktowej, lecz mamy nadzieję, że pomimo tego będzie to pozytywny bodziec dla mieleckiego zespołu, który w końcu zacznie punktować, gdyż jak widać podopiecznych Krzysztofa Lipki i Tomasza Sondeja na to stać!

 

PGE VIVE Kielce – SPR Stal Mielec 35:28 (16:14)

VIVE: Ivić (11/35 – 31 proc.), Cupara (1/4 – 25 proc.) – Janc 8/1, Jurkiewicz 6, Aguinagalde 3, Bis 1, D. Dujshebaev 3, Fernandez 4, Jachlewski 4, A. Dujshebaev 5, Kulesz, Mamić 1
Karne: 1/2
Karne: 6 min. (Aguinagalde, Bis, D. Dujshebaev – po 2 min.)

SPR Stal: Lipka (6/22 – 27 proc.) Wiśniewski (5/24 – 21 proc.) – Kowalczyk 6/3, Janyst 2, Krupa, Rutkowski 3, Sarajlić 3, Krępa 3, Wypych 2, Cuzić 2, Grzegorek, Mochocki 2, Pawłowski, Skuciński, Wilk 2, Ćwięka
Karne: 3/4
Kary: 6 min. (Ćwięka, Wilk, Rutkowski – po 2 min.)

'