SPR Stal Mielec - SPR Tarnów

Dreszczowiec bez happy endu. Stal Mielec przegrywa z SPR-em Tarnów

To był prawdziwy dreszczowiec w hali Szkoły Podstawowej nr 7. Przez cały mecz prowadzenie przechodziło z rąk do rąk, aby ostatecznie o tę jedną bramkę lepsi byli goście. Mecz dostarczył niesamowitych emocji.

Przed meczem trudno było wskazać faworyta, o czym głośno mówili w Mielcu. – My na pewno takim faworytem się nie czujemy. Tarnów to dobry zespół, który zmienił trenera i pozyskał solidnych zawodników. Przyjadą do nas z chęcią zwycięstwa – mówił przed meczem trener Dawid Nilsson.

Już pierwsze minuty potwierdzały również drugą tezę wysnuwaną przed spotkaniem – to na pewno nie będzie jednostronne widowisko. Oba zespoły szły łeb w łeb nie pozwalając rywalowi na osiągniecie większej, niż dwubramkowej przewagi. I tak po pięciu minutach gry Grupa Azoty SPR Tarnów prowadziła ze Stalą Mielec 4:3.
Właśnie po rzeczonych pięciu minutach meczu nastąpiła pierwsza tak sytuacja, w której tarnowianie objęli dwubramkowe prowadzenie. Dokładnie stało się to po upływie siedmiu minut gry.

Wpływ na taki fakt na pewno miała również dwuminutowa kara, którą bardzo szybko otrzymał rozgrywający Ramon Oliveira. Niestety dla miejscowych, gdy Stal znów zaczęła grać w pełnym składzie, „dwójkę” za atak na twarz przeciwnika otrzymał Hubert Kornacki.

Tego było już za dużo i w 10.minucie trener Dawid Nilsson zdecydował się na wzięcie pierwszego czasu. Do bramki wskoczył także Krystian Witkowski, który to spotkanie rozpoczął na ławce rezerwowych.

Tymczasem mielczanie nadal byli nieskuteczni. W 12.minucie swojej okazji nie wykorzystał Łukasz Janyst i tarnowianie prowadzili już 4:8 po kapitalnym rzucie z drugiej linii Tokudy. Zresztą to właśnie ten filigranowy Japończyk był motorem napędowym większości akcji ofensywnych gości.

W 14.minucie coś jednak zaczęło się zmieniać w grze gospodarzy. Trafili dwa rzuty z rzędu, a w bramce pomógł Krystian Witkowski, który zaliczył pierwszą udaną interwencję. To sprawiło, że przewaga SPR-u Tarnów zmalała do dwóch trafień. W tym momencie Patrik Lijestrand postanowił wziąć czas.

W pewnym momencie mielczanie zaczęli grać podwyższoną obroną, co przyniosło dwa razy skutek. Raz na rzecz Oliveiry piłkę stracił Tokuda, a raz znakomicie rzut ze skrzydła wybronił Krystian Witkowski. To jednak wciąż było za mało do doprowadzenia do remisu. Goście potrafili być skuteczni w obronie i cały czas utrzymywali jedno, dwu, lub trzybramkowe prowadzenie.

W pierwszej połowie w Stali na pewno trzeba wyróżnić Denisa Wołyncewa, który tydzień temu w Zabrzu nie miał najlepszego dnia, ale już w pierwszej połowie z Tarnowem pokazywał to, co u niego jest najlepsze. To on trzymał wynik mielczanom, którzy cały czas minimalnie, ale przegrywali.

Upragniony remis przyszedł wreszcie w 28.minucie po golu Miljana Ivanovicia. Pomógł też w tym Krystian Witkowski zaliczając kolejne udane interwencje. Chwilę później mielczanie już prowadzili po trafieniu Wołyncewa.

Ostatecznie pierwsza połowa zakończyła się remisem, bo tuż przed końcem udaną akcję przeprowadzili goście.
Po bardzo skutecznej z obu stron pierwszej połowie, na początku drugiej mieliśmy małą niemoc. Zawodnicy zaprezentowali sporą gamę błędów – były faule w ataku, były i błędy kroków. Dobrymi interwencjami popisywali się również bramkarze, którym dwukrotnie pomagały także słupki i poprzeczki.

Po 37. minutach gry mieliśmy pierwsze od ponad pół godziny prowadzenie mielczan. Zdobyli je dzięki dwóm z rzędu bramkom doświadczonego Pawła Wilka. Trener Lijestrand nie miał wyjścia i dość szybko musiał wziąć czas. To pomogło, bo krótko po niej wyrównał Tokuda.

W kolejnych minutach mieliśmy powtórkę z pierwszej połowy, czyli wyrównaną grę, przy minimalnym prowadzeniu zespołu z Tarnowa.

Wynik sprawiał, że na boisku robiło się coraz goręcej. Mocno żyli również kibice i momentami naprawdę wydawało się, że w hali jest dużo więcej osób. Tak było głośno. Atmosferę podkręcali również sami zawodnicy swoją grą, bo na parkiecie nie brakowało twardej, męskiej walki.

Walka trwała na całego. Bardziej wyrównanego meczu chyba nie można sobie wyobrazić, bo albo był remis, albo jedną bramką prowadziła któraś z drużyn. Zapowiadała się niezwykle emocjonująca końcówka. Nawet może podobna do tej z końca lutego, gdy starcie Mielca z Tarnowem zakończyło się rzutami karnymi.

Tak rzeczywiście było i do ostatnich sekund mieliśmy prawdziwą bitwę o zwycięstwo. Na minutę przed końcem ze skrzydła pomylił się Michał Chodara i przy wyniku remisowym piłkę mieli goście z Tarnowa. Oni się nie pomylili i na 30 sekund przed końcem wyszli na prowadzenie. Mielczanom, choć mieli szansę, nie udało się już wyrównać. Decydujący rzut zmarnował Mijlan Ivanović.

SPR Stal Mielec – Grupa Azoty SPR Tarnów 29:30 (17:17)

Stal: Andjelić, Witkowski – Wilk 4, Janyst, Oliveira 3, Kornecki 3, Wołyncew 7 (3/3), Chodara 1, Olszewski, Petrović 2, Krytski 1, Wojdak, Ivanović 6, Krupa 2. Trener Dawid Nilsson.

Grupa Azoty: Liljestrand, Małecki, Ciochoń- Tokuda 8 (2/2), Majewski 1, Wojdan 1, Sanek, Kowalik 3, Wajda 2, Dadej 4, Kużdeba 1, Pedryc 1, Kniaziew 5, Mrozowicz 2, Yoshida 2. Trener Patrik Lijestrand.

Kary: 6 – 8 minut. Sędziowali: Gnyszka, Stonoga (obaj z Ozimka).