Porażka po walce. Mistrzowie Polski lepsi o dziesięć bramek

 

Za nami pierwszy oficjalny mecz SPR Stali Mielec w 2021 roku. W zaległym spotkaniu 12.serii PGNiG Superligi podopieczni trenera Dawida Nilssona musieli uznać wyższość Łomży Vive Kielce. Nasi zawodnicy przegrali, ale tanio skóry nie sprzedali i bardzo mocno walczyli przez pełne 60 minut.

Łomża Vive Kielce – SPR Stal Mielec 38:28 (19:14)

Łomża Vive Kielce: Kornecki, Wałach – Vujović 4, Olejniczak 3, Sićko 3, Tournat 3, Kulesh 4, Moryto 2, Surgiel 6, Kaczor 2, D. Dujshebaev 2, Gudjonsson 9. Trener Talant Dujszebajew.

Stal Mielec: Wiśniewski, Witkowski – Wilk 1, Janyst 1, Mochocki, Flont 1, Nowak 1, Valyntsau 2, Chodara 2, Monczka 3, Adamczuk 2, Petrović 3, Krytski 3, Wojdak 4, Ivanović 5, Krupa. Trener Dawid Nilsson.

Wychodząc na mecz z jedną z najlepszych drużyn w Europie ciężko wierzyć w korzystny wynik, ale nasi zawodnicy mieli kilka takich fragmentów, w których wyglądali, jakby w ogóle nie przejmowali się tym, z kim grają. Grali bowiem bez kompleksów, z chęcią zdobycia jak największej ilości bramek. – Na pewno cieszymy się z tego, ze zdobyliśmy dwadzieścia osiem bramek, ale musimy jeszcze dużo pracować nad naszą mentalnością – przyznawał po meczu Marcin Basiak, asystent trenera Dawida Nilssona.

Być może naszej drużynie nie wyszedł początek, a później gonić z takim przeciwnikiem jest już piekielnie trudno. – Na początku meczu daliśmy się wkręcić w rytm narzucony przez Kielce, a sami długo się rozkręcaliśmy – W niektórych minutach meczu graliśmy zbyt bojaźliwie i falami. W przypadku Kielc błędy kończą się kontrami i straconymi bramkami. Fajna lekcja dla nas jako słabszego zespołu, mam nadzieję, że wyeliminujemy nasze błędy – wskazywał trener Basiak.

Rzeczywiście, ten początek mielczanom nie wyszedł, a u rywali w pierwszych minutach brylowali skrzydłowi, Cezary Surgiel i Sigvaldi Gudjonsson zdobyli wspólnie pierwsze cztery trafienia dla kieleckiej strony, a gdy kolejne gole dołożyli Vlad Kulesh i Nicolas Tournat, po dziesięciu minutach gry Łomża Vive Kielce prowadziła 6:2.

Wtedy jednak przebudzili się podopieczni trenera Nilssona i postawili rywalowi o wiele trudniejsze warunki. Kilka interwencji zaliczył bramkarz Stali, Tomasz Wiśniewski, przyjezdni znacznie częściej zaczęli również znajdować drogę do kieleckiej bramki. Prym wiódł w tym Miljan Ivanović. Efektem, krok po kroku, mielczanie doprowadzili do remisu. W 20. minucie gry Mateusz Flont wyrównał stan meczu na 11:11.

Lepsza postawa gości na nowo pobudziła Mistrzów Polski, którzy po chwili niemocy zanotowali serię trzech trafień bez odpowiedzi rywala i odbudowali zaliczkę (17:13), a na zmianę stron zeszli prowadząc różnicą pięciu “oczek” (19:14).

W drugiej połowie kielczanie kontynuowali dobrą grę, a nasi zawodnicy robili wszystko, by dotrzymywać im kroku. Przewaga nie rosła więc lawinowo. Ostatecznie zakończyło się zwycięstwem Łomży Vive Kielce różnicą dziesięciu trafień. – Jesteśmy źli na siebie, bo graliśmy falami. Dochodziliśmy Kielce na jedną, dwie bramki i znowu następował przestój w naszej grze i Łomża Vive wykorzystywała to bardzo dobrze – podsumował skrzydłowy Łukasz Janyst.

Wypowiedzi po meczu:

https://youtu.be/LbMSbkvc7XQ

Marcin Basiak:

Talant Dujshbaev:

Arkadiusz Moryto:

Skrót meczu:

Galeria zdjęć ze spotkania: